Mam dwóch Zięciów. Każdy z nich posiada pełen komplet własnych zalet... Ale jedną posiadają wspólną: zdolność i cierpliwość w uczeniu teściowej (czyli mnie) posługiwania się komputerem.
Rafał tłumaczy jakby miał przed sobą nogę stołową, zachęca do samodzielnych prób, dopinguje i pociesza w razie wpadki.
Żuru z cierpliwością flegmatyka po siedemnaście razy pokazuje co, gdzie, kiedy kliknąć a czego w żadnym razie nie dotykać.
I tak wspólnymi siłami (Ich i moimi) opanowałam podstawowe umiejętności posługiwania się komputerem.
Ale, jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia, w związku z tym i ja potrzebuję umieć coraz więcej. Ponieważ obaj moi ukochani Zięciowie są daleko i kontakt raczej wirtualny mamy - to próbuję sama.
I nawet mi wychodzi. Acz nie zawsze. Wczoraj miałam parę pytań i problemów technicznych do rozwiązania i po konsultacji z Żurem udało mi się je (te problemy) rozwiązać. Bardzo dumna z siebie- bo tylko potrzebowałam żeby ktoś mądrzejszy (w tym przypadku Mój Zięć) powiedział: "dobrze robisz"- rzucam tekst: "Bo Rafał powiedział, że nie można popsuć komputera, to ja sobie teraz tak próbuję, aż mi się uda."I słyszę głos Żura pełen grozy i zdumienia: "jak to : nie można? Można popsuć komputer!"
I teraz mam żal...Do Mojego Zięcia.
Tylko się jeszcze nie zdecydowałam do którego.
Do tego, który powiedział, że nie można popsuć komputera, czy do tego, który wprost przeciwnie...
wtorek, 26 lipca 2011
niedziela, 24 lipca 2011
Flegmatyk prowadzi rozmowę...
Niedzielny poranek. Wsiadam do samochodu i mówię do Romka: "w poniedziałek sprzątasz samochód."
Po ok 2-3 km słyszę: "i od razu umyję."
Zgłupiałam. CO umyje?
Okazało się, że to odpowiedź na moją propozycję posprzątania samochodu.
Drobiazg, że ja już zdążyłam zapomnieć co Mu pod domem powiedziałam.
Po ok 2-3 km słyszę: "i od razu umyję."
Zgłupiałam. CO umyje?
Okazało się, że to odpowiedź na moją propozycję posprzątania samochodu.
Drobiazg, że ja już zdążyłam zapomnieć co Mu pod domem powiedziałam.
piątek, 22 lipca 2011
Mój pracowity piątek
Pogoda "barowa" do nadal. A ja do baru nie chadzam więc śpię. Nic to, że po nocach spać nie mogę. Dziś mogłam za to spać w ciągu dnia. Z nocnego snu wstałam o 12.00 .Wprawdzie jakieś siedemnaście razy się obudziłam i byłam gotowa podjąć funkcje życiowe... Ale skutecznie sobie to z głowy wybijałam zadając pytanie:"po co?" I tak dotrwałam do południa. Ale mój kręgosłup się wreszcie zbuntował i kazał wstać.
Szybciutko go "naprawiłam"(zajęło mi to jakieś 35 minut: herbatka, śniadanko, krótka rozmowa z Dziećmi)... a że pogoda się nie zmieniła - wlazłam w "betki" i dotrwałam do 16.00. Bo o tej porze Mój Mąż wraca z pracy.
Zjedliśmy obiad i ... poszłam się położyć. O 18.00 stwierdziłam, że się już wyspałam. Romek zaproponował żebym wstała.
Na moje pytanie: "a po co?" odpowiedział: "no, jak to: po co?! żeby sobie POSIEDZIEĆ."
To siedzę...
Szybciutko go "naprawiłam"(zajęło mi to jakieś 35 minut: herbatka, śniadanko, krótka rozmowa z Dziećmi)... a że pogoda się nie zmieniła - wlazłam w "betki" i dotrwałam do 16.00. Bo o tej porze Mój Mąż wraca z pracy.
Zjedliśmy obiad i ... poszłam się położyć. O 18.00 stwierdziłam, że się już wyspałam. Romek zaproponował żebym wstała.
Na moje pytanie: "a po co?" odpowiedział: "no, jak to: po co?! żeby sobie POSIEDZIEĆ."
To siedzę...
środa, 20 lipca 2011
Motywacja
Właśnie odkryłam dlaczego się odchudzam!
Bo nie chciałam żeby mi panienki w sklepie odzieżowym mówiły: "dla pani w tym rozmiarze mamy tylko korale".
p.s. Prawda jest troszkę inna. Ale zachwyciła mnie taka definicja grubaski!!!
Bo nie chciałam żeby mi panienki w sklepie odzieżowym mówiły: "dla pani w tym rozmiarze mamy tylko korale".
p.s. Prawda jest troszkę inna. Ale zachwyciła mnie taka definicja grubaski!!!
środa, 13 lipca 2011
Zawiadomienie
W związku z tym, że nauczyłam się wkładać zdjęcia na facebooka - nie mam czasu obsługiwać bloga.
niedziela, 3 lipca 2011
HUHU HA...
Mokro, pochmurnie, zimno...8 stopni na termometrze, śnieg w górach. Lipiec 2011.
Moje funkcje życiowe zamarły, jedna tylko jeszcze funkcjonuje: spanie. Popijam ciepłą kawę gorącą herbatą i czekam na te obiecane w TVN +34. Jak przyjdzie lato na termometrze, to może inne funkcje wrócą do życia i coś sensownego stworzę. Póki co zrobię sobie do tej kawy z herbatką ciepły termofor.
Bo kaloryfery, nie wiedzieć czemu, zimne...
P.s. Któregoś popołudnia Mikołaj powiedział: "Tatusiu, granat padał, to taki śniegowy deszcz był"
Moje funkcje życiowe zamarły, jedna tylko jeszcze funkcjonuje: spanie. Popijam ciepłą kawę gorącą herbatą i czekam na te obiecane w TVN +34. Jak przyjdzie lato na termometrze, to może inne funkcje wrócą do życia i coś sensownego stworzę. Póki co zrobię sobie do tej kawy z herbatką ciepły termofor.
Bo kaloryfery, nie wiedzieć czemu, zimne...
P.s. Któregoś popołudnia Mikołaj powiedział: "Tatusiu, granat padał, to taki śniegowy deszcz był"
piątek, 17 czerwca 2011
Poranne budzenia
Mieszkam chwilowo w komnacie Wróżki czyli w malusieńkim pokoiku mojej Relusi. Mieszkam, w właściwie sypiam... Z tym sypianiem to jest tak, że spędzam tam noce na przewracaniu się z boku na bok i poranki na śnie.
I, szczególnie rano, mam wiele atrakcji... Następują one w różnych konfiguracjach, ale codziennie.
Wczoraj miałam komplet:
pierwsza pobudka o 5.17 - moja Wnuczka rozpoczyna dzień - wstaje w środku nocy od zawsze bo późniejsze wstanie grozi spóźnieniem do szkoły! Nie, dzieci w Londynie nie zaczynają zajęć o 6.00. I nie dojeżdża do szkoły 75 kilometrów!!! Przyszła do swojej komnatki po ubranko... Poszła. Usnęłam...
Druga pobudka za jakiś czas - Relusia wróciła bo czegoś zapomniała... Poszła. Usnęłam...
Trzecia pobudka - Relusia przyszła po laptopa, bo ma jeszcze dużo czasu (a jak !!!) to sobie posiedzi na necie...Poszła. Usnęłam...
Po to, żeby się obudzić za chwilę w związku z potrzebą skorzystania z toalety. To była czwarta pobudka. Niestety, w międzyczasie wstał Mój Zięć ukochany i zajął łazienkę. w oczekiwaniu - usnęłam...
Ale ponieważ fizjologia jest nieubłagana obudziłam się po raz piąty...Skorzystałam. Usnęłam...
I po jakimś czasie dobiegł mnie upojny (brrrr...) zapach smażonych na bekonie jajek: śniadanie Wróżki. Dobiegł, obudził, wywietrzał. Usnęłam...
Po niedługim czasie wyrwała mnie ze snu konwersacja Relusi i Jej Tatusia, która odbywali pod moim oknem. Ale krótko trwała, usnęłam...
I przyszła Moja Córka żeby mi powiedzieć, że pora wstać. Bo już 8.00,
No, to wstałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)