wtorek, 26 lipca 2011

Dorabiam sobie

Moja pralka płaci mi za pranie. Serio. Co pranie znajduję jakieś pieniążki . Świeżutkie, wyprane,wypłukane, wypachnione. Są to wprawdzie kwoty rzędu 0,50-2.00 zł.Ale, jak to mówią, nie musi się lać, byleby kapało.
Początkowo myślałam, że to "zaskórniaki"Mego Męża. Ale dziś prałam pościel i ręczniki. I też mi pralka zapłaciła.
Na jutro zaplanowałam pranie firan. Mam nadzieję, że zapłaci biletem Narodowego Banku Polskiego.

Żal

Mam dwóch Zięciów. Każdy z nich posiada pełen komplet własnych zalet... Ale jedną posiadają wspólną: zdolność i cierpliwość w uczeniu teściowej (czyli mnie) posługiwania się komputerem.
Rafał tłumaczy jakby miał przed sobą nogę stołową, zachęca do samodzielnych prób, dopinguje i pociesza w razie wpadki.
Żuru z cierpliwością flegmatyka po siedemnaście razy pokazuje co, gdzie, kiedy kliknąć a czego w żadnym razie nie dotykać.
I tak wspólnymi siłami (Ich i moimi) opanowałam podstawowe umiejętności posługiwania się komputerem.
Ale, jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia, w związku z tym i ja potrzebuję umieć coraz więcej. Ponieważ obaj moi ukochani Zięciowie są daleko i kontakt raczej wirtualny mamy - to próbuję sama.
I nawet mi wychodzi. Acz nie zawsze. Wczoraj miałam parę pytań i problemów technicznych do rozwiązania i po konsultacji z Żurem udało mi się je (te problemy) rozwiązać. Bardzo dumna z siebie- bo tylko potrzebowałam żeby ktoś mądrzejszy (w tym przypadku Mój Zięć) powiedział: "dobrze robisz"- rzucam tekst: "Bo Rafał powiedział, że nie można popsuć komputera, to ja sobie teraz tak próbuję, aż mi się uda."I słyszę głos Żura pełen grozy i zdumienia: "jak to : nie można? Można popsuć komputer!"
I teraz mam żal...Do Mojego Zięcia.
Tylko się jeszcze nie zdecydowałam do którego.
Do tego, który powiedział, że nie można popsuć komputera, czy do tego, który wprost przeciwnie...

niedziela, 24 lipca 2011

Flegmatyk prowadzi rozmowę...

Niedzielny poranek. Wsiadam do samochodu i mówię do Romka: "w poniedziałek sprzątasz samochód."
Po ok 2-3 km słyszę: "i od razu umyję."
Zgłupiałam. CO umyje?
Okazało się, że to odpowiedź na moją propozycję posprzątania samochodu.
Drobiazg, że ja już zdążyłam zapomnieć co Mu pod domem powiedziałam.

piątek, 22 lipca 2011

Mój pracowity piątek

Pogoda "barowa" do nadal. A ja do baru nie chadzam więc śpię. Nic to, że po nocach spać nie mogę. Dziś mogłam za to spać w ciągu dnia. Z nocnego snu wstałam o 12.00 .Wprawdzie jakieś siedemnaście razy się obudziłam i byłam gotowa podjąć funkcje życiowe... Ale skutecznie sobie to z głowy wybijałam zadając pytanie:"po co?" I tak dotrwałam do południa. Ale mój kręgosłup się wreszcie zbuntował i kazał wstać.
Szybciutko go "naprawiłam"(zajęło mi to jakieś 35 minut: herbatka, śniadanko, krótka rozmowa z Dziećmi)... a że pogoda się nie zmieniła - wlazłam w "betki" i dotrwałam do 16.00. Bo o tej porze Mój Mąż wraca z pracy.
Zjedliśmy obiad i ... poszłam się położyć. O 18.00 stwierdziłam, że się już wyspałam. Romek zaproponował żebym wstała.
Na moje pytanie: "a po co?" odpowiedział: "no, jak to: po co?! żeby sobie POSIEDZIEĆ."
To siedzę...

środa, 20 lipca 2011

Motywacja

Właśnie odkryłam dlaczego się odchudzam!
Bo nie chciałam żeby mi panienki w sklepie odzieżowym mówiły: "dla pani w tym rozmiarze mamy tylko korale".

p.s. Prawda jest troszkę inna. Ale zachwyciła mnie taka definicja grubaski!!!

środa, 13 lipca 2011

Zawiadomienie

W związku z tym, że nauczyłam się wkładać zdjęcia na facebooka - nie mam czasu obsługiwać bloga.

niedziela, 3 lipca 2011

HUHU HA...

Mokro, pochmurnie, zimno...8 stopni na termometrze, śnieg w górach. Lipiec 2011.
Moje funkcje życiowe zamarły, jedna tylko jeszcze funkcjonuje: spanie. Popijam ciepłą kawę gorącą herbatą i czekam na te obiecane w TVN +34. Jak przyjdzie lato na termometrze, to może inne funkcje wrócą do życia i coś sensownego stworzę. Póki co zrobię sobie do tej kawy z herbatką ciepły termofor.
Bo kaloryfery, nie wiedzieć czemu, zimne...

P.s. Któregoś popołudnia Mikołaj powiedział: "Tatusiu, granat padał, to taki śniegowy deszcz był"