Na termometrze 0 stopni.W domu zimno. Pusto. Bałagan...
Romek skomentował:"Emilka pojechała z Wojtusiem. Zabrali nam ciepło rodzinne."
sobota, 12 listopada 2011
środa, 9 listopada 2011
Możliwości
Każdy zapewne słyszał o znikających przedmiotach. Sądzę też, że każdy choć raz w życiu doświadczył tego procesu na sobie...
Jakiś czas temu Memu Mężowi zginęła poduszka.
Po prostu: jednego wieczora ją miał a drugiego już nie...
Przeszukałam cały dom, biorąc pod uwagę Jego "sklerozę geniuszu" i wszelkie możliwe acz nieprawdopodobne miejsca w których mógł ją położyć. I nie znalazłam. Od tygodnia Romek śpi bez poduszki insynuując, że to Jego ukochany Zięć ją "gwizdnął".
Wątpię, bo Żuru już wrócił do Londynu, sama osobiście pakowałam Mu bagaż i nie był tam w stanie zwłok muchy ukryć a co dopiero poduszkę!
W każdym razie poduszki jak nie było, tak nie ma.
Dziś znów przeszukałam cały domek... Tym razem zginął mi pojemnik z podziałką. Którego to pojemnika używam często do odmierzania różnych rzeczy. Niestety. Nie ma. Wcięło! Wprawdzie mam jeszcze jeden ale on ma pojemność 60 ml. Użyłam. Długo używałam... Używałam też przy tej okazji "brukowanych" wyrazów.
I tak sobie myślę... Żuru pojechał...bez poduszki i bez pojemnika z podziałką... Został Romek ze "sklerozą geniuszu" i Emilka dziedzicznie taką samą cechą obciążona... Żadne z nich się nie przyznaje. Co mnie akurat nie dziwi !!!
Ciekawe co mi jeszcze schowali... I gdzie...
Jakiś czas temu Memu Mężowi zginęła poduszka.
Po prostu: jednego wieczora ją miał a drugiego już nie...
Przeszukałam cały dom, biorąc pod uwagę Jego "sklerozę geniuszu" i wszelkie możliwe acz nieprawdopodobne miejsca w których mógł ją położyć. I nie znalazłam. Od tygodnia Romek śpi bez poduszki insynuując, że to Jego ukochany Zięć ją "gwizdnął".
Wątpię, bo Żuru już wrócił do Londynu, sama osobiście pakowałam Mu bagaż i nie był tam w stanie zwłok muchy ukryć a co dopiero poduszkę!
W każdym razie poduszki jak nie było, tak nie ma.
Dziś znów przeszukałam cały domek... Tym razem zginął mi pojemnik z podziałką. Którego to pojemnika używam często do odmierzania różnych rzeczy. Niestety. Nie ma. Wcięło! Wprawdzie mam jeszcze jeden ale on ma pojemność 60 ml. Użyłam. Długo używałam... Używałam też przy tej okazji "brukowanych" wyrazów.
I tak sobie myślę... Żuru pojechał...bez poduszki i bez pojemnika z podziałką... Został Romek ze "sklerozą geniuszu" i Emilka dziedzicznie taką samą cechą obciążona... Żadne z nich się nie przyznaje. Co mnie akurat nie dziwi !!!
Ciekawe co mi jeszcze schowali... I gdzie...
piątek, 4 listopada 2011
***
Pora śniadaniowa. Robię Emilce kanapkę: bułka z masłem i serkiem żółtym. Moje Córki używają niewielkiej ilości smarowidła do pieczywa. Ale już zdążyłam zapomnieć która ile. Pamiętam tylko,że jedna z nich smaruje pieczywo nożem a druga jednak masłem.
Żeby nie popełnić żadnej gafy pytam: Córciu, jak Ci posmarować bułeczkę?
I słyszę w odpowiedzi: tak średnio, ale bardziej mniej.
Posmarowałam.
Bardziej mniej.
Żeby nie popełnić żadnej gafy pytam: Córciu, jak Ci posmarować bułeczkę?
I słyszę w odpowiedzi: tak średnio, ale bardziej mniej.
Posmarowałam.
Bardziej mniej.
poniedziałek, 31 października 2011
Priorytety
Poranek poniedziałkowy. Zabrakło pieczywa. Ktoś musi po nie pójść. Metodą eliminacji wyszło na Żura. Ma kupić osiem bułek, chlebek razowy i czekoladę.
Poszedł. Po niedługim czasie wrócił. Z ośmioma bułkami i chlebkiem razowym. O czekoladzie zapomniał. Zapomniał bo nie miał listy zakupów.
Romek: Żuru, trzy rzeczy miałeś do zapamiętania. I ZAPOMNIAŁEŚ ??? No, chyba, że każdą bułkę pamiętałeś osobno.
Ja: Ty się Go nie czepiaj, Ty o wszystkim zapominasz.
Romek (z urazą) : ale o czekoladzie bym nie zapomniał.
Poszedł. Po niedługim czasie wrócił. Z ośmioma bułkami i chlebkiem razowym. O czekoladzie zapomniał. Zapomniał bo nie miał listy zakupów.
Romek: Żuru, trzy rzeczy miałeś do zapamiętania. I ZAPOMNIAŁEŚ ??? No, chyba, że każdą bułkę pamiętałeś osobno.
Ja: Ty się Go nie czepiaj, Ty o wszystkim zapominasz.
Romek (z urazą) : ale o czekoladzie bym nie zapomniał.
czwartek, 27 października 2011
Wojtuś. I Jego rodzice.
Są. Przybyli. I nawet wczoraj CALUTKI dzień spędziliśmy razem. Wierzę gorąco, że jeszcze taki nam się przytrafi.Spędzam czas z Wojtusiem. Spędzanie czasu z Nim to sama przyjemność. Bo on nie ma żadnych specjalnych potrzeb. A za to przez calutki czas szeroko uśmiechniętą gębusię !!! Więc się do siebie uśmiechamy, śmiejemy i jesteśmy oboje przeszczęśliwi!!!
A poza tym Jego Mamusia przekazała Mu w genach pewną cechę, która to cecha jest dla moich potrzeb rewelacyjna!!! Otóż Wojtuś jest bardzo "przytulny". On uwielbia się przytulać, ja uwielbiam przytulać Jego... Porozumienie międzypokoleniowe ma się dobrze. A nawet kwitnie. I jestem pewna, że dalej będzie w tę stronę dążyło. Wszak musimy rozwijać relacje i zacieśniać więzi. Żeby nam na nasze wspólne lata i Wojtusiowi na wspomnienia starczyło.
Chociaż, jak mi wczoraj Moja Królewna Aurelia powiedziała, Ona mnie i tak pierwsza miała i nic tego nie zmieni.
Fakt.
A poza tym Jego Mamusia przekazała Mu w genach pewną cechę, która to cecha jest dla moich potrzeb rewelacyjna!!! Otóż Wojtuś jest bardzo "przytulny". On uwielbia się przytulać, ja uwielbiam przytulać Jego... Porozumienie międzypokoleniowe ma się dobrze. A nawet kwitnie. I jestem pewna, że dalej będzie w tę stronę dążyło. Wszak musimy rozwijać relacje i zacieśniać więzi. Żeby nam na nasze wspólne lata i Wojtusiowi na wspomnienia starczyło.
Chociaż, jak mi wczoraj Moja Królewna Aurelia powiedziała, Ona mnie i tak pierwsza miała i nic tego nie zmieni.
Fakt.
poniedziałek, 17 października 2011
Wybory
Zrobiliśmy zakupy. Duże. Wszak od czasu do czasu należy uzupełnić braki.Między innymi w kawę. Romek pije kawę... każdą. Bez względu na smak, kolor i nazwę. Jego kawa musi spełniać dwa podstawowe warunki: nie być rozpuszczalna i mieć dobrą cenę. Dobrą to znaczy oczywiście niską. Wiadomo - niska cena=nie najlepsza kawa. Walczyłam z tym długie lata. Ale teraz stwierdziłam, że ilość kawy jaką On pochłania w pełni usprawiedliwia Jego zamiłowanie do niskiej ceny. Po prostu dla gości kupuję inną.
Ja natomiast piję kawę tylko rozpuszczalną. I moja kawa musi spełniać kilka warunków. Cena nie jest istotna. Bo w zasadzie wszystkie mają ceny porównywalne...
A więc (wiem, wiem...) : stanęłam przed regałem starannie i obficie zastawionym słoiczkami, tudzież innymi pojemnikami z kawą rozpuszczalną. Wyeliminowałam granulowaną (podstawowe kryterium). Następnie odrzuciłam wszystkie ciemnobrązowe. Została spora ilość kawy w kolorze jasnobrązowym lub wręcz beżowym i o konsystencji pudru.
Moje ulubione. Teraz tylko zdecydować się na tę jedyną.
Stałam i myślałam....Brałam do ręki słoiczek po słoiczku. Pooglądałam i odkładałam. Straszliwie długo to trwało. Dobrze, że Romek uwielbia wielkie sklepy i wyrozumiale traktując moje dylematy kawowe, nie okazując zniecierpliwienia, zwiedzał inne regały (typu nabiał i słodycze...).
Ale, ponieważ już mnie samą ta sytuacja nużyła, podjęłam "męską" decyzję. Nie, nie wzięłam pierwszej lepszej kawy z półki. Starannie selekcjonowałam przecież. Po prostu dołożyłam trzecie kryterium: wygląd zewnętrzny. A co , też jest ważne jak co wygląda!!!
Wybrałam kawę w opakowaniu, które mi się najbardziej spodobało! Myśląc przy tym, że czasem można rzucić się na głęboką wodę i spróbować czegoś nieznanego.
Doprawdy, wielkie było moje zdziwienie, kiedy, po przyjściu do domu i rozpakowaniu zakupów okazało się , że kawa, którą dotychczas piłam to ta sama kawa, którą sobie właśnie kupiłam!!!
Hm...ciekawe według jakich kryteriów wybierałam poprzedni słoiczek z kawą...
Ja natomiast piję kawę tylko rozpuszczalną. I moja kawa musi spełniać kilka warunków. Cena nie jest istotna. Bo w zasadzie wszystkie mają ceny porównywalne...
A więc (wiem, wiem...) : stanęłam przed regałem starannie i obficie zastawionym słoiczkami, tudzież innymi pojemnikami z kawą rozpuszczalną. Wyeliminowałam granulowaną (podstawowe kryterium). Następnie odrzuciłam wszystkie ciemnobrązowe. Została spora ilość kawy w kolorze jasnobrązowym lub wręcz beżowym i o konsystencji pudru.
Moje ulubione. Teraz tylko zdecydować się na tę jedyną.
Stałam i myślałam....Brałam do ręki słoiczek po słoiczku. Pooglądałam i odkładałam. Straszliwie długo to trwało. Dobrze, że Romek uwielbia wielkie sklepy i wyrozumiale traktując moje dylematy kawowe, nie okazując zniecierpliwienia, zwiedzał inne regały (typu nabiał i słodycze...).
Ale, ponieważ już mnie samą ta sytuacja nużyła, podjęłam "męską" decyzję. Nie, nie wzięłam pierwszej lepszej kawy z półki. Starannie selekcjonowałam przecież. Po prostu dołożyłam trzecie kryterium: wygląd zewnętrzny. A co , też jest ważne jak co wygląda!!!
Wybrałam kawę w opakowaniu, które mi się najbardziej spodobało! Myśląc przy tym, że czasem można rzucić się na głęboką wodę i spróbować czegoś nieznanego.
Doprawdy, wielkie było moje zdziwienie, kiedy, po przyjściu do domu i rozpakowaniu zakupów okazało się , że kawa, którą dotychczas piłam to ta sama kawa, którą sobie właśnie kupiłam!!!
Hm...ciekawe według jakich kryteriów wybierałam poprzedni słoiczek z kawą...
piątek, 14 października 2011
...
"Ile razy znajdę klucz do szczęścia...jakiś frajer wymienia zamek"
Przepiękne, jedyne w swoim rodzaju i jakże prawdziwe !!!
Dziękuję, Ci, Krysiu !!! Za te wszystkie piękne i mądre rzeczy, które mi przysyłasz. I które czasem pozwalają mi przeżyć ciężkie chwile (bo i takie mam), czasem bawią, czasem rozczulają...a często uczą!
Przepiękne, jedyne w swoim rodzaju i jakże prawdziwe !!!
Dziękuję, Ci, Krysiu !!! Za te wszystkie piękne i mądre rzeczy, które mi przysyłasz. I które czasem pozwalają mi przeżyć ciężkie chwile (bo i takie mam), czasem bawią, czasem rozczulają...a często uczą!
Subskrybuj:
Posty (Atom)