Siedzę sobie na przystanku autobusowym... W oczekiwaniu na środek transportu mający mnie dowieźć do dentysty. Jako, że zimno, wietrznie i deszczowo, wszyscy oczekujący kulą się pod wiatą. A do przyjazdu autobusu dużo czasu... A warunki nie bardzo więc czasu jeszcze więcej bo autobus się spóźnia.
I tak sobie czekam. A ponieważ, jako, że jestem ślepa troszkę, słuch mam w związku z tym niezły, to i słyszę różne rozmowy. Np. dwie panienki... i dialog, który mnie zwalił z nóg...
P1: jak wyglądam?
P2: jak Apacz
(nie zrozumiałam, ale zaraz się wyjaśniło...)
P1: ale twojego pudru użyłam
P2: oj dobra, żartowałam
P1: a mam zmarszczki?
P2: masz i niewyregulowane brwi
P1: APROPOS brwi...
Dalej nie słuchałam. Szok mnie pozbawił słuchu.
A poza tym za chwilę musiałam wysiąść. Do dentysty.
ps. APROPOS dentysty - mój ząb kosztował w sumie 400 zł.Chyba uznam to za prezent pod choinkę...
piątek, 9 grudnia 2011
środa, 7 grudnia 2011
Mamy ekspres...
No i tak sobie robimy kawkę z ekspresu...
To znaczy Romek robi. Bo ja się wkurzam. Żadna nie jest odpowiednia. Bo mleko nie jest wystarczająco spienione. Nie jest idealne. Więc jak mam pić kawę z niedoskonale spienionym mlekiem???
W związku z tą niedoskonałością marnowałoby się mnóstwo mleka ponieważ moje choleryczne usposobienie powoduje, że każda porcja źle spienionego mleka lądowałaby w kanalizacji...
Ale nie przy Romku. On oszczędny jest i nie wyleje takiego mleka. Więc - wypije. A że samego mleka nie lubi - to pije kawkę z mlekiem.
Przedtem pił "fusiankę" i dolewkę. A teraz hihi kawkę z ekspresu z mleczkiem. Niewątpliwie zdrowiej !!!
To może niech się to mleko nie pieni...
To znaczy Romek robi. Bo ja się wkurzam. Żadna nie jest odpowiednia. Bo mleko nie jest wystarczająco spienione. Nie jest idealne. Więc jak mam pić kawę z niedoskonale spienionym mlekiem???
W związku z tą niedoskonałością marnowałoby się mnóstwo mleka ponieważ moje choleryczne usposobienie powoduje, że każda porcja źle spienionego mleka lądowałaby w kanalizacji...
Ale nie przy Romku. On oszczędny jest i nie wyleje takiego mleka. Więc - wypije. A że samego mleka nie lubi - to pije kawkę z mlekiem.
Przedtem pił "fusiankę" i dolewkę. A teraz hihi kawkę z ekspresu z mleczkiem. Niewątpliwie zdrowiej !!!
To może niech się to mleko nie pieni...
sobota, 3 grudnia 2011
...
Siadam do komputera. Otwieram bloga.
I słyszę od Romka: Tak, pisz,pisz. Wycieraj mną ten internet!
I słyszę od Romka: Tak, pisz,pisz. Wycieraj mną ten internet!
wtorek, 29 listopada 2011
Oznaki starości
Wróciłam do domku. Po dość wyczerpującym dniu pracy. Proszę Romka żeby mi zrobił herbatę. Piję zieloną i z jednego "pampersa" wychodzi mi około 3-5 kubków. Zależy od rodzaju herbaty...Jeden warunek: nie znoszę wczorajszej. Bo "zajeżdża" papierem.
Na pytanie Romka czy herbata ma być z tego "pampersa" czy z nowego, odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie wiem. Bo nie pamiętam czy on jest z rana czy wczorajszy.
A Mój Mąż rzuca: a jak tam jest na tym "pampersie" takie siwe z włosami, to stary?
Na pytanie Romka czy herbata ma być z tego "pampersa" czy z nowego, odpowiadam zgodnie z prawdą, że nie wiem. Bo nie pamiętam czy on jest z rana czy wczorajszy.
A Mój Mąż rzuca: a jak tam jest na tym "pampersie" takie siwe z włosami, to stary?
sobota, 26 listopada 2011
Teatr, cyrk i prezenty pod choinkę
Wybraliśmy się do teatru. Po jakiś...40 latach. Tak, tak, byłam w klasie maturalnej. To nic, że u nas na maturze "Lenin i Związek Radziecki". Bo my w obowiązek szkolny mieliśmy wpisany obowiązek kulturalny: czytaliśmy lektury (i nie tylko lektury), chodziliśmy do teatru i do kina!
Po odpytaniu Romka na okoliczność tejże wizyty ("Romek, a ty pamiętasz jak się trzeba w teatrze zachowywać? - Pamiętam, nie szeleścić cukierkami* od papierków. A wiesz, że te fotele nie są zepsute? One się otwierają, po prostu"**), okazało się: "ja nie mam co na siebie włożyć". I, co ciekawe, to nie ja, to Mój Mąż nie miał co na siebie włożyć. Mówię: garnitur. A On pyta czy cały. Zanim odpowiedziałam, mignął mi w wyobraźni Romek w połowie garnituru, pionowej połowie, że się tak wyrażę.No, czy on ma spodnie założyć, pyta. Przestawiłam wyobraźnię na poziom: koszula, krawat, marynarka, gatki, skarpetki i buty. Uch!!!
Ustaliłam zakres pytania, również to, że wystarczy marynarka od garnituru i dżinsy.
I wtedy okazało się, że Mój Mąż nie ma krawata. A raczej ma, ale nie wie gdzie. Bo ja Mu kiedyś krawaty schowałam do jakiegoś pudełka i On nie umie ich znaleźć.
Do pudełka schowałam krawaty jakieś 5 lat temu i tylko na chwilę.
Znalazł, wisiały sobie na wieszaku. Dziwne...Wybrał srebrzysty do czarnej koszuli. Wyglądał jak nowobogacki cygan. Potem jeszcze kilka. I było coraz gorzej. Wreszcie stwierdził, że został Mu tylko z kurczaczkami, który tradycyjnie zakłada na Wielkanoc.
Wrrrr... Zagroziłam, że jak natychmiast nie znajdzie szarego, to Mu pod choinkę kupię. I skarpety.
Znalazł. Szybko nawet.
Ale i tak poproszę Mego Zięcia żeby przywiózł najbardziej szary krawat na świecie.
I włożę Mu go pod choinkę!
* Hmm... szeleszczące cukierki...
** Autentyk: lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia. Grupa dzieciaków z podkieleckiej wsi pojechała do kina. Po wejściu na salę podniósł się krzyk:" proszę pani, a te krzesła są popsute!"
Po odpytaniu Romka na okoliczność tejże wizyty ("Romek, a ty pamiętasz jak się trzeba w teatrze zachowywać? - Pamiętam, nie szeleścić cukierkami* od papierków. A wiesz, że te fotele nie są zepsute? One się otwierają, po prostu"**), okazało się: "ja nie mam co na siebie włożyć". I, co ciekawe, to nie ja, to Mój Mąż nie miał co na siebie włożyć. Mówię: garnitur. A On pyta czy cały. Zanim odpowiedziałam, mignął mi w wyobraźni Romek w połowie garnituru, pionowej połowie, że się tak wyrażę.No, czy on ma spodnie założyć, pyta. Przestawiłam wyobraźnię na poziom: koszula, krawat, marynarka, gatki, skarpetki i buty. Uch!!!
Ustaliłam zakres pytania, również to, że wystarczy marynarka od garnituru i dżinsy.
I wtedy okazało się, że Mój Mąż nie ma krawata. A raczej ma, ale nie wie gdzie. Bo ja Mu kiedyś krawaty schowałam do jakiegoś pudełka i On nie umie ich znaleźć.
Do pudełka schowałam krawaty jakieś 5 lat temu i tylko na chwilę.
Znalazł, wisiały sobie na wieszaku. Dziwne...Wybrał srebrzysty do czarnej koszuli. Wyglądał jak nowobogacki cygan. Potem jeszcze kilka. I było coraz gorzej. Wreszcie stwierdził, że został Mu tylko z kurczaczkami, który tradycyjnie zakłada na Wielkanoc.
Wrrrr... Zagroziłam, że jak natychmiast nie znajdzie szarego, to Mu pod choinkę kupię. I skarpety.
Znalazł. Szybko nawet.
Ale i tak poproszę Mego Zięcia żeby przywiózł najbardziej szary krawat na świecie.
I włożę Mu go pod choinkę!
* Hmm... szeleszczące cukierki...
** Autentyk: lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia. Grupa dzieciaków z podkieleckiej wsi pojechała do kina. Po wejściu na salę podniósł się krzyk:" proszę pani, a te krzesła są popsute!"
poniedziałek, 21 listopada 2011
Hej !!! Przygodę czas zacząć.
Już wiem czemu tak popularne jest powiedzenie "nie lubię poniedziałków"!
Dziś poniedziałek.
Wstałam... Chciałoby się powiedzieć - jak zwykle.
Otóż nie jak zwykle.
Wstałam leciutko spóźniona. Nie na tyle, żeby panikować. Na tyle, żeby nie zdążyć wypić porannej herbaty. A bez herbaty... no cóż...życie traci urok.
Ubrałam się, zrobiłam sobie herbatkę, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. (Herbatka została...) Na przystanek autobusowy. Po drodze zdziwiłam się, że apteka zamknięta jeszcze. Ale nic pilnego z niej nie potrzebowałam.
Dotarłam na przystanek. I tu zdziwiłam się po raz drugi: puściuteńko. Normalnie niezły tłumek się kłębi.Jestem za wcześnie. No cóż, bywa.
Po 15 minutach, kiedy dalej stałam sama na przystanku, spojrzałam na zegarek i zamarłam: autobus się haniebnie spóźnił. A może wcale nie nie przyjedzie... Wszak to już 15 minut !!!
Pierwsza myśl: trzeba dać znać Ewie jak jest sytuacja... Dzwonię, uprzejma pani mnie informuje, że abonent poza zasięgiem. Po chwili dzwonię drugi raz. To samo. Po chwili... Siedem razy dzwoniłam. Nic. Co teraz ? Myśl!!! (Phi, myśl "w środku nocy"!!!)
Wymyśliłam: zadzwoniłam do Romka, Że co mam zrobić. A On, flegmatyk jeden: czekaj, zadzwonią, czemu nie przyjechałaś. "Ale Waldek będzie czekał na mnie na przystanku!"
"No to tym bardziej zadzwoni jak zobaczy, że cię nie ma" Wrrrr...
Myśl dalej....
Zadzwoniłam do Róży w tym środku nocy po telefon do Waldka...Przysłała. Nawet nie była zła o poranne budzenie...
Ufff.... Jestem uratowana...Dzwonię. Odebrał, nawet długo nie czekałam.
Tłumaczę ze skruchą, że autobus nie przyjechał, że już tak późno i co teraz...
A On mi na to :" Ale jest dopiero 7.40 , autobus masz o 8.20..."
Długi dzień przede mną. I dużo czasu na wiele przygód!!!
Dziś poniedziałek.
Wstałam... Chciałoby się powiedzieć - jak zwykle.
Otóż nie jak zwykle.
Wstałam leciutko spóźniona. Nie na tyle, żeby panikować. Na tyle, żeby nie zdążyć wypić porannej herbaty. A bez herbaty... no cóż...życie traci urok.
Ubrałam się, zrobiłam sobie herbatkę, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z domu. (Herbatka została...) Na przystanek autobusowy. Po drodze zdziwiłam się, że apteka zamknięta jeszcze. Ale nic pilnego z niej nie potrzebowałam.
Dotarłam na przystanek. I tu zdziwiłam się po raz drugi: puściuteńko. Normalnie niezły tłumek się kłębi.Jestem za wcześnie. No cóż, bywa.
Po 15 minutach, kiedy dalej stałam sama na przystanku, spojrzałam na zegarek i zamarłam: autobus się haniebnie spóźnił. A może wcale nie nie przyjedzie... Wszak to już 15 minut !!!
Pierwsza myśl: trzeba dać znać Ewie jak jest sytuacja... Dzwonię, uprzejma pani mnie informuje, że abonent poza zasięgiem. Po chwili dzwonię drugi raz. To samo. Po chwili... Siedem razy dzwoniłam. Nic. Co teraz ? Myśl!!! (Phi, myśl "w środku nocy"!!!)
Wymyśliłam: zadzwoniłam do Romka, Że co mam zrobić. A On, flegmatyk jeden: czekaj, zadzwonią, czemu nie przyjechałaś. "Ale Waldek będzie czekał na mnie na przystanku!"
"No to tym bardziej zadzwoni jak zobaczy, że cię nie ma" Wrrrr...
Myśl dalej....
Zadzwoniłam do Róży w tym środku nocy po telefon do Waldka...Przysłała. Nawet nie była zła o poranne budzenie...
Ufff.... Jestem uratowana...Dzwonię. Odebrał, nawet długo nie czekałam.
Tłumaczę ze skruchą, że autobus nie przyjechał, że już tak późno i co teraz...
A On mi na to :" Ale jest dopiero 7.40 , autobus masz o 8.20..."
Długi dzień przede mną. I dużo czasu na wiele przygód!!!
sobota, 12 listopada 2011
Hurra !!!
Uprzejmie informuję, że zagubione przedmioty SIĘ znalazły !!!
Podusię Mój Mąż schował starannie między obrusami.
A pojemniczek z podziałką Emilka włożyła na półkę z żelazkiem.
Ciekawe, jakie oni mieli intencje ...
Podusię Mój Mąż schował starannie między obrusami.
A pojemniczek z podziałką Emilka włożyła na półkę z żelazkiem.
Ciekawe, jakie oni mieli intencje ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)