sobota, 24 listopada 2012

Imiona

Rozmawiam z Teściową o Jej prawnukach. Że jak się to ostatnie aktualnie urodzi to będzie ich miała już dziewięcioro. A ponieważ zawsze miała problemy z zapamiętaniem imion to przy szóstce wnuczek wymieniała po kolei nim "trafiła" na tę, o którą akurat chodziło.
A teraz co? do sześciu wnuczek doszło jeszcze dziewięcioro prawnucząt: sześć prawnuczek i trzech prawnuków. Jak to spamiętać?!
I komentarz Romka: ale chłopaków łatwiej spamiętać: ten rudy to Wojtuś a pozostali to już tylko Mikołaje.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Zakupy

Romek dostaje bony żywnościowe. Do wykorzystania w określonych sklepach. Bonów jest sporo a nas mało. I w związku z tym kupujemy za te bony różne rzeczy, niekoniecznie do jedzenia. Zawsze w stresie, że nam nie pozwolą owymi bonami zapłacić.
Dziś na przykład kupiliśmy sweterek.
W kolejce do kasy Romek pyta: "a ten sweter to z wełny?"
Odpowiadam, że z akrylu.
A On na to: "Ale mole akryl też jedzą, nie?"

niedziela, 18 listopada 2012

Zagadka

Mój Mąż się leczy. Nimesilem.
A nimesil służy do:" Wskazania: Leczenie ostrego bólu. Leczenie objawowe dolegliwości bólowych w przebiegu zapalenia kości i stawów. Pierwotne bolesne miesiączkowanie."
I teraz zagadka:
Na co Mój Mąż stosuje nimesil???
TAK, TAK, TAK !!! Na katar.
I jeszcze twierdzi, że Mu pomaga.

"Patrz na to jak na teatr"

Od wielu lat, kiedy głupota, złośliwość, bezmyślność i inne tego rodzaju "zalety" bliźnich pozbawiają mnie ostatnich dobrych wobec nich uczuć, mówię sobie:"patrz na to jak na teatr".
I dzięki takiej postawie udało mi się dożyć mego wieku we względnym zdrowiu psychicznym...
Ale, choć wiek nie jest jeszcze sędziwy, niemniej jednak zbliżamy się oboje "i ja i Romek" nieuchronnie do momentu, od którego czas spędzany w poczekalni do lekarza będzie czasem znaczącym w naszej egzystencji. A biorąc jeszcze pod uwagę wszelkie "udogodnienia" NFZ...
I w związku z tą sytuacją doznaliśmy dziś...wizji...
Otóż:
Romka boli ucho...Niby nic wielkiego, jako, że zdarza Mu się to średnio raz na tydzień. Ale tym razem doszły zawroty głowy.
Ja z kolei "odkryłam" na lewym oku plamkę. Doktor Google zdiagnozował to jako zwyrodnienie plamki żółtej. Ale nie jest on dla mnie wielkim autorytetem...
I o ile Romek trzyma się w życiu kurczowo zasady "jakoś to będzie" a w przypadku zdrowia "samo przejdzie" , o tyle ja nienawidzę chorować i jeśli jest to coś innego niż zwykle przeziębienie, to szybciutko (!) lecę do lekarza.
Tym razem i On dojrzał do tego, że "trza iść".
I będzie tak:
We wtorek pojedziemy do naszego ulubionego doktora rodzinnego i dostaniemy środki doraźne plus skierowania: ja do okulisty, Romek do laryngologa. Następnie udamy się do przychodni specjalistycznej, gdzie w rejestracji otrzymamy termin wizyty na (dajmy na to)za trzy miesiące. Albo na za pięć.
I kiedy już tam dotrzemy po tej trzy- czy pięciomiesięcznej kolejce, to Romek powie lekarzowi: Panie doktorze, trzy miesiące temu bolało mnie ucho i miałem zawroty głowy...A pan doktor na to: "a jak jest teraz?".
"Teraz w porządku. Do widzenia."
A ja u okulisty: "panie doktorze, trzy miesiące temu zauważyłam plamkę na lewym oku, ale problem już się rozwiązał bo teraz już na nie nie widzę..."
No "patrz na to jak na teatr"!!!

czwartek, 8 listopada 2012

Rozmowa

Daleko te Moje Córki. Nie widujemy się zbyt często. Ale za to mamy internety i skype'a. I możemy sobie pogadać. A ponieważ nauczyłyśmy się robić konferencję więc możemy rozmawiać we trójkę.
I rozmawiamy sobie. O wszystkim. Tylko każda z nas musi sobie kawkę tudzież herbatkę sama zrobić...No chyba, że któryś z facetów przebywa akurat na orbicie okołożoninej i zrobi odpowiedni napój.
Ale nie o napojach miało być.
Ja chciałam tylko powiedzieć (napisać), że prócz tego, że te herbatki i kawki każda z nas ma osobno, to jeszcze każda z nas ma osobną rozmowę. Znaczy: ja próbuję rozmawiać z nimi , a one próbują rozmawiać ze mną. I o ile mnie w rozmowie raczej niewiele przeszkadza, to wokół Moich Córek dzieje się tyle, że rozmowa jest...No wygląda tak jakbyśmy, każda z nas rozmawiała sama ze sobą.
Ale nic to. Ważne, że pogadać można.

Teatr

Byliśmy kiedyś w teatrze.Mniej więcej rok temu. Mmmmm... fajnie było.
I dlatego postanowiliśmy to powtórzyć.
Po sprawdzeniu repertuaru:
Romek: O kurcze, bilety na "Andropauzę" są po 70 zł!
Ja: i co się dziwisz, ile płaciłeś na "Klimakterium"?
Romek: 75zł. Kobiety są droższe.

środa, 31 października 2012

Stara Wnuczka

Moja Wnuczka dorasta.Skąd wiem? Nie z kalendarza, nie.
Wiem to z ... prezentów, które Jej kupuję.
Okazji troszkę w ciągu roku bywa.
Póki była małą dziewczynką, nie było żadnych problemów. Wystarczał wszelki drób pod każdą postacią.
Bo to takie dziecko było, że w wózku dla lalek kurczaki-maskotki woziło...
A potem nastała era petshopów i ze względu na miejsce i koszty (w Anglii tańsze i większy wybór)zaczęły się moje problemy.
Bo Relusia na każde pytanie:co Ci kupić? odpowiadała: chińską zupkę.
Wtedy Jej groziłam, że dostanie lalkę. I dawałam czas do namysłu. A Ona się namyślała i jakiś prezent "zachciewała".
A ostatnio na taką moją groźbę odpowiedziała: "babciu, ale ja lubię lalki, możesz mi kupić."
Szok.Nagle lubi.
Jak zechce Barbie i Kena to padnę.