piątek, 3 grudnia 2010

Tradycja...

Każda rodzina ma swoje domowe tradycje i zwyczaje. I każda inne. I potem ludzie z różnych rodzin się spotykają i zakładają własną rodzinę i sobie nowe tradycje wprowadzają.
My też. O szczegółach może innym razem. Bo tych nowych-starych tradycji i zwyczajów się przez te lata troszkę nazbierało.
A dziś tylko takie wspomnienie i spostrzeżenie jakie poczyniłam wczorajszego wieczora.
Otóż pierwsze skojarzenie na hasło: dom rodzinny (taki dosłowny: ściany,okna, drzwi) Mojego Męża to dla mnie krzesełko z "kupką"ciuchów stojące w kącie pokoju. Pokój"do wszystkiego", także do przyjmowania gości, ciuchy: przegląd z tygodnia, starannie poukładane tudzież przewieszone przez oparcie.
W moim domu za to: stolik na którym leżało...wszystko.Zawsze. Bez względu na to ile razy dziennie próbowaliśmy zaprowadzić na rzeczonym stoliku jakiś ład.
I teraz: mamy mieszkanie 3-pokojowe a Mój Mąż z uporem, przez ostatnie 35 lat wiesza i układa swoje ciuch na krześle w pokoju gościnnym.
A ja mam dwa stoliki. Bo mi się na jednym te wszystkie potrzebne rzeczy nie mieszczą!

czwartek, 2 grudnia 2010

!!!

"My, kury domowe, wiemy jakie namiętności nami targają" Małgorzata Koroniewska
Obiema rękami i całą klawiaturą się pod tym podpisuję!
Najlepsza definicja "kury domowej".

wtorek, 30 listopada 2010

Opłakane (przeze mnie) skutki diety

Odchudzamy się. Razem. Od dość dawna. Ponieważ wyniki są bardzo pozytywne, więc ulepszamy (czytaj: zmieniamy) naszą dietę. Skutki są różne, choć zawsze pozytywne. Różne, bo ja chudnę ok 7% tego co powinnam według wskazań diety, a Romek - 120%.
W związku z tym jest mi przykro, jestem zła a nawet Go czasem nienawidzę jak staje na wadze!!!
Kiedy się ostatnio okazało, że On stracił 1,10 kg, a ja 0,10 kg w tym samym czasie...to już nie będę pisać jakie myśli powstały w mojej głowie...
Pytam Go straszliwie rozżalona: "Romek, dlaczego ty tak chudniesz a ja nie?"
A Mój Mąż mi na to: "Bo ja śpię energicznie. A spanie to jest ciężki wysiłek. Wiesz, ile to kalorii trzeba zużyć jak się śpi?"
On śpi 5 godzin na dobę! Jakby pospał normalnie (znaczy 9) to za 2 tygodnie będzie wyglądał jak anorektyk!!!

poniedziałek, 29 listopada 2010

Zycie bez teatru

Czas akcji: bardzo późny wieczór.
Miejsce akcji: pokój "telewizyjny".
Udział biorą; Mój Mąż (R) i ja (M).

R: idziesz się myć?
M: nie, będę jeszcze film oglądać.
po dłuższej chwili:
R: idziesz się myć?
M: nie! będę film oglądać.
po następnej chwili:
R: idziesz się myć?
M: nie!!! film będę oglądać! Wiesz,co to jest film?
R: No. Takie coś, co ma napisy z przodu i z tyłu.
Padłam.

wtorek, 23 listopada 2010

...a świstak siedzi i zawija...

Jeśli pragniesz interesujących snów, to polecam sprawdzony sposób: kolacja (nawet niekoniecznie ciężkostrawna) bardzo późnym wieczorem, tuż przed udaniem się w pościele.
Ja tak zrobiłam ostatnio i uzyskałam 2 bardzo ciekawe acz stresujące.
Bohaterami byli (w kolejności śnienia):
1.nastolatki biegające z pistoletami i świeżo naostrzonymi siekierami po osiedlu, na którym spędziłam dzieciństwo i używające w/w elementów nad wyraz obficie.
2.Mój Mąż w balecie!!! Nie wiem jak było na premierze bo śniłam o próbie generalnej: Romek w różowej spódniczce ze swym nieodłącznym zarostem...hmmm...i te piruety...
W czasie próby rozeszły się klepki i rusztowania sceny.
Ale nie wiem co dalej było bo właśnie wtedy Mój Mąż mnie obudził, żeby UWAGA !!! zapytać mnie ...o której mnie obudzić!!!
Bo, jak mi wytłumaczył , On woli obudzić się wcześniej i trochę poleżeć zanim wstanie...
W stanie najwyższego wzburzenia zaproponowałam Mu żeby mnie budził wcześniej, to ja Go obudzę, żeby mógł poleżeć zanim wstanie i będzie mógł mnie obudzić!!!
P.S. Jakby co, to ja proszę datki na Dom Dziecka zamiast wieńców na pogrzebie.

poniedziałek, 22 listopada 2010

Porozumienie serc

Mój Mąż kolekcjoner jest. I w związku ze swa pasją kolekcjonuje. Wszystko.
A nawet jeszcze więcej.
Trzydziestopięcioletnia praca nad Nim nie przynosi żadnych wymiernych efektów i ciągle znajduję różne dziwne rzeczy z Jego kolekcji najmniej odpowiednich do tego miejscach. Tu muszę przyznać, że przez owe 35 lat Romek nie wynalazł żadnej nowej kryjówki. Zawsze znajduję Jego nowe kolekcje w starych, sprawdzonych miejscach...
Co jakiś czas, jak się za bardzo rozplenią (te kolekcje) to zbieram, wystawiam do przedpokoju, i On je wtedy wynosi. Do piwnicy. Nadmieniam, że piwnica jest normalnej, blokowej wielkości i nie jest z gumy.
Słyszę wtedy różne uwagi typu:"nie ma dla mnie miejsca w tym domu..." bądź:"ciągle mi moje rzeczy przekładasz a potem mi wszystko ginie...".Nie dotyka mnie to specjalnie bo gdybym tego nie kontrolowała to musiałabym się sama wynieść do piwnicy. A to nie jest dobre miejsce.
Jakis czas temu wydzieliliśmy, na mocy wspólnego porozumienia, 2 półki (kolejne 2!) w szafie przedpokojowej. Półki dość obszerne.Na drobiazgi idealne. Dużo się zmieści. Tych drobiazgów.
Wczoraj z Romkowych półek zaczęły się różne rzeczy wysypywać. Uprzedziłam, że wszystko co wypadnie - wyrzucam do śmieci. Albo wcześniej posprząta.
Dziś rano usłyszałam dziwny hałas dochodzący z przedpokoju. Na sprzątanie nie wyglądało...
Ale może po prostu poustawiał na brzegu półki to co niepotrzebne a z czym nie ma serca się rozstać...
Wypadnie, ja wyrzucę a On będzie miał spokojne sumienie?

sobota, 20 listopada 2010

Dylematy

Otwarłam oczy bladym i szarym od deszczu świtem a tu depresja jesienna siedzi i szczerzy zęby we wrednym uśmiechu...
Zamykam je czym prędzej i widzę wieeeelki puchar lodów z bitą śmietaną i różnymi innymi pysznymi rzeczami...
Otwieram...
Zamykam...
Otwieram...
Zamykam...
A może otworzę, wstanę, wezmę moją depresję jesienną i pójdę się z nią zaprzyjaźniać za pomocą takich lodów?